środa, 19 września 2012

Vincento-Mania.
















Może jestem  standartowa, ale jak tu nie zachwycać się słonecznikami, tak się składa,że tytuł mojej pracy magisterskiej wiązał się m.in z nimi i z mężczyzną o imieniu równie pięknym jak one, Vincent, o mało nie nazwałam tak swojego syna,  myślę,że wybrałam równie dobre imię dla artysty, choć kto wie jaką drogę wybierze, najlepiej taką z której to on będzie szczęśliwy.
Tytuł brzmiał : "Stres w życiu i twórczości Vincentego Van Gogha i Edvarda Muncha", może nie najłatwiejszy i nie związany z uciechą jakie daje nam obecne patrzenie na płótna przedstawiające słoneczniki, ale na czas kiedy pisałam pracę słowo takie jak "stres" dopiero wchodziło na salony :). Dawniej można było być zdenerwowanym lub brzydko mówiąc w kurzonym na to i owo, ale "stres" pojawił się później, jakby znadejściem zmian tych i owych w Polsce mówiąc najogólniej. Nawiązuję do tego, gdyż tak naprawdę artyści tworzą z dwóch powodów , pierwszy to taki,że są bardzo szczęśliwi, drugi zaś to taki, że przeżywają stres i to można zauważyć w ich pracach.
Ja malując ten standartowy temat , robię to z dwóch powodów równocześnie, jeden to szczęście ,że mogę patrzeć na tak rozkwitłe, ciężkie od żółtego koloru głowy słoneczników z których zlizują miód wszyscy , którzy wpadną do mojego ogródka, a drugi z powodu stresu z powodowanego tym, że niedługo zwiędna tak jak irysy, astry i inne a ja zabiegana codziennością nie uchwycę tego piękna.
Wiem ,że jest na pewno wiele rzeczy godnych uwagi, ale chciałam żebyście popatrzyli na słoneczniki i biorąc przykład z tego trzmiela czy kogoś o jego wadze, nacieszyli się miodem i pyłkiem, bo tak czy siak wszystko obraca się  w pył, więc póki można zauważajmy tylko to co piękne i godne zatrzymania na tym wzroku. Choćby miało to trwać minutę lub całą jesień.
P.S.
Przedstawiam tu fragmenty fotografii, gwaszu i obrazu olejnego, które to prace malarskie przedstawię w całej okazałości jak beda godnie oprawione :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz