wtorek, 24 lipca 2012

Na zielonej łące...








Ostatnio wzięło mnie na krochmalone koronki i ranne spacery po jurajskich łąkach, można powiedzieć,że kiedyś to wszystko było lepsze i koronki i łąki, teraz to ....
Nie jest z tym tak do końca, dużo rzeczy zależy od nas samych, nie wszystko , ale coś tam zawsze.
Słyszałam raz rozmowę na plenerze malarskim dwóch artystów: "Kto dziś krochmali pościel Kochany? Chyba Wariat!"
Włączyłam się do rozmowy:
"Ja jestem taką wariatką, która to robi :)".
Przez sentyment do dawnych dobrych czasów, przez to, że w tak zwanym wianie dostałam od mojej mamy piękne bawełniane poszwy i poduszki , do tej pory są nie do zdarcia i nie zastąpią ani satynowej ani korowej czy innej pościeli. Przypominają mi babciną pierzynę i sztywną, szeleszczącą krochmalem pościel, chciałam pokazać, że krochmalić można nie tylko pościel i ręcznie wykonane obrusy, można też sukienki, które pięknie prezentują się w porannym świetle na zielonej łące, gdzie słychać rżenie koników polnych i loty czerwono -czarnej armii biedronek :) , no może przesadziłam z opisem przyrody, ale krochmalę to :)!

I zapraszam na zieloną łąkę.























2 komentarze:

  1. Masz rację , krochmalić wszystko tylko uważać ,żeby sobie czegoś nie skrochmalić niechcący.Kiecki super . Szkoda ,że za mało materiału miałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Maszka, Maszka to dla naszych córek zrobiłam :), dla nas będzie coś innego, już wkrótce ...

    OdpowiedzUsuń